0% prowizji - na zawsze!

UŻYTKOWNICY

'mała' ja w wielkim świecie

blogi.szafa.pl/ /vvvasiuniavvv

lis. 11

Polska medycyna

dodane przez: vvvasiuniavvv dn. 11-11-2012 r.

Dzisiaj cofniemy się kilka lat wstecz. Mianowicie do lipca 2008r.

Do tego czasu dziewczyna uwielbiająca sport i wszelką aktywność fizyczną. Kochająca taniec, siatkówkę, pływanie, bieganie, jazdę na rolkach, rowerze, łyżwach, nartach.

Jednak dnia 4 lipca 2008 roku wszystko się zmieniło...

Ubierałam się do wyjścia. Top, spódniczka, japonki. Ale coś mi nie pasowało, przed samym wyjściem postanowiłam zmienić spódniczkę na rybaczki a japonki na adidasy. Okulary przeciwsłoneczne i wyszłam z domu.

Jako dobrze wychowane dziecko, z szacunkiem do rodziców, nie lubiłam się spóźniać. Jak mówiłam, że wrócę o 22 to najpóźniej w domu byłam o 21.55. Tego dnia także nie chciałam się spóźnić, ale nie zwróciłam uwagi która godzina. Okazało się, że było za późno by zdążyć na tramwaj a następnie na autobus do domu. Mimo to z nadzieją jechałam tramwajem "a może autobus się spóźni" wysiadając z tramwaju zauważyłam, że autobus zbliża się na przystanek, do przejścia miałam ok 300 może 400 metrów schodkami w dół, przejście podziemne, schodkami do góry i kawałek do przystanku. Pomyślałam "zdążę" i ile sił w nogach wystartowałam, daleko jednak nie dobiegłam gdyż tłum ludzi mi na to nie pozwolił, do dziś nie wiem czy wpadłam na kogoś czy ktoś najnormalniej w świecie mnie popchnął w każdym razie wylądowałam jak długa na chodniku. Jakimś cudem tak ułożyłam ręce, że zamiast zmasakrowanej twarzy miałam całe ręce zakrwawione, okurary zawieszone na koszulce zbiły się w drobny mak, a spodnie się przetarły. Z wielkim wstydem pozbierałam się jak najszybciej i ruszyłam biegiem do domu.

Według mapy google dystans jaki miałam do domu wynosi 4,8 km. Był to najszybszy dystans jaki przebiegłam w swoim życiu, zatrzymałam się dopiero pod klatką. I też tam dopiero doszło do mnie co się stało i jak wyglądam. W momencie wszystko zaczęło mnie boleć, a zrobienie kroku powodowało ogromny ból. Gdy weszłam do mieszkania przerażeni rodzice pomogli mi się rozebrać a mama przemywała rany. Prawe kolano ucierpiało najbardziej. Strup trzymający się ponad miesiąc ograniczał ruchy nogą. Gdy przyszedł sierpień, a ból nogi nie ustępował i cały czas była spuchnęta, postanowiłam wybrać się do lekarza, ponieważ za miesiąc szkoła, taniec, siatkówka.  Lekarz przepisywał maści i co tydzień kazał przychodzić na kontrole, jednak żadna z przepisanych maści nie pomagała. Skierowanie na RTG, na którym jak się później okazało nie było widać nic. Ale kolano dalej spuchnięte i dalej boli, dostałam więc skierowanie do 3 już lekarza. Pani doktor z nr 3 powiadziała jedno krótkie hasło "artroskopia" no dobrze, skoro ma pomóc, to działajmy. Umówiona na wizytę pod koniec września stawiłam się grzecznie w gabinecie. Jako, że to klinika jednego dnia, po operacji jeszcze tego samego dnia wróciłam do domu. Tydzień w domu, miesiąc zwolnienia z aktywności ruchowej. Minął miesiąc a kolano dalej boli, wracając na wizytę kontrolną, zawidziona brakiem poprawy pani doktor stwierdziła "musisz iść do innego specjalisty". Moja mama zawiedziona postawą owej pani doktor zabrała mnie do lekarza nr 4, który 17 latce chciał przpisać sterydy. Oburzona mama zabrała mnie szybciej z tego gabinetu niż mnie tam zaprowadziła.

Tułając się po innych lekarzach słyszałam m.in. "symulujesz", "artroskopia została źle wykonana" albo "tylko sterydy są w stanie pomóc". Mimo to nie poddałam się. Tata dostał od znajomego adres do prywatnego lekarza który pomógł mu mniej więcej w podobnej stuacji. Lekarz oddalony o 50 km od mojego miejsca zamieszkania przepisał zastrzyki 1 raz w miesiącu, które miały za zadanie wprowadzić do kolana "maź" która miała polepszyć funkcjonowanie. Fakt, już po pierwszym zabiegu było zdecydowanie lepiej, jednak koszty jednego zastrzyku + dojazdu + wizyty przekraczały grubo ponad 200 zł, więc skończyło się na 3 zastrzykach. W między czasie znalazłam innego lekarza, który również przyjmował prywatnie, jednak było to w moim mieście, więc mimo wyszystko koszty były mniejsze. Był to uwaga lekarz nr 12! Zostałam wysłana na rezonans magnetyczny na którym wyszły patologiczne zmiany w stawie kolanowym. Lekarz nr 12 stwierdził "pierwsza artroskopia została źle wykonana" zostałam zapisana do kliniki sportowej na operacje. Jako że rok był to 2009 operacja została umówiona na rok 2011...

Cierpliwie czekałam na operację, kompletnie wyłączona z wszelakiej aktywności fizycznej, z ciągle spuchniętym i bolącym kolanem. Doczekałam się. Wylądowałam na stole operacyjnym, ze znieczuleniem od pasa w dół w ostatniej chwili ubłagałam anestyzjologa o uśpienie. Zgodził się, założył maskę tlenową i na całe szczęście nic z owej operacji nie pamiętam. Jednak postępowanie pooperacyjne było calkiem inne niż w przypadku pierwszej operacji. Zaczynając od tego, że zostałam na noc na obserwację, że miałam założony dren w kolanie, że musiałam chodzić z kulami i teraz uwaga "miesiąc leżenia w łóżku, oraz zakaz skakania, kucania, klękania, biagania itp przez okres 12 miesięcy"...

12 miesięcy minęło i co? Kolano nieznacznie ale jest w dalszym ciągu spuchnięte. Czasem boli przy większym wysiłku fizycznym. Na wizycie kontrolnej lekarz stwierdził "ma boleć" przepraszam czy to jakaś kpina? Wybrałam się do lekarza nr 13, który załamał mnie kompletnie, patrząc na wszystkie wyniki, wypisy i całą historię choroby stwierdził "powinnaś mieć założony sztuczny staw kolanowy, jednak jesteś na to za młoda o jakieś 30 lat, dla Twojego przypadku medycyna nie wymyśliła jeszcze innego rozwiązania". Nie ukrywam, łzy napłynęły mi do oczu. Może i źle, że tak robię, ale pocieszam się tym, że ludzie mają gorsze problemy i żyją i cieszą się, że żyją.  Wierzę, że kiedyś jeszcze będę mogła chodzić na próby taneczne i zjeżdzać na nartach a na chwilę obecną dziękuję Bogu, że mogę chodzić na własnych nogach o własnych siłach.

Ktoś mi kiedyś powiedział "jeśli wiara czyni cuda, trzeba wierzyć, że się uda" i tego staram się trzymać.

Jeśli to przeczytałaś. Podziwiam i dziękuję :)

wpis edytowany 2012-11-11 o godz. 21:35:25

Brak

Komentarze



Możliwość komentowania została wyłączona


vvvasiuniavvv
Zobacz blog

vvvasiuniavvv napisała:

dodane: 11-11-2012 22:52

No niestety ale prawda jest taka, że nawet jakby człowiek nic nie robił to i tak mogłaby mu się stać krzywda. Dzięki dziewczyny za wsparcie :* to dużo dla mnie znaczy :) mam nadzieje że w przyszłym roku w sensie w grudniu 2013 będę mogła już śmigać na nartach :)
Anndzia- współczuję Ci strasznie ale jednocześnie gratuluję, że wszystko idzie w dobrym kierunku i miałaś szczęście w nieszczęściu, że w państwowym szpitalu Cię tak wyleczyli (co moim zdaniem jest rzadko spotykane) aczkolwiek to dobrze świadczy o tej placówce :)
 

anndzia
Zobacz blog

anndzia napisała:

dodane: 11-11-2012 22:33

Aha i dodam, że wszystko to w publicznym szpitalu miało miejsce (oprócz zabiegów magnetoterapii, którą polecam po skręceniach/złamaniach). Kość w pewnym punkcie była tak cienka jak skorupka od jajka. Cud, że z moją ruchliwością (rolki, łyżwy, jazda konna) nie złamałam jej wcześniej :)
 

anndzia
Zobacz blog

anndzia napisała:

dodane: 11-11-2012 22:30

Ja miałam inny przypadek...
20 kwiecień 2012 roku. Wf. Piłka ręczna. Stoję na bramce. Złapałam piłkę. Idę spokojnie (nie biegłam, bo chciałam uspokoić akcję), aż tu nagle noga mi się przekrzywiła. Ból. Ogromny ból. Stanęłam tak jakby na zewnętrznej stronie stopy. Aż chrzęstnęło coś. Noga natychmiast spuchła, rodzice przyjechali do szkoły i zawieźli mnie do szpitala. Tam miałam zrobione RTG (bo nie wiedzieli czy to skręcenie czy złamanie). Okazało się, że skręcenie stawu skokowego z naderwaniem i duży krwiak. Ale wykryto mi również torbiel kości piętowej, ale tym mieli się zająć później. Najważniejsze było wyleczenie skręcenia i naderwania. Miałam nogę najpierw w szynie gipsowej 2 tygodnie, potem w gipsie okrężnym 10 dni. Po gipsie noga się zastała i musiałam ćwiczyć ją... Poszłam prywatnie na magnetoterapię (10 zabiegów po 20-30 minut 130zł), która przyspiesza gojenie się stawów. Fizjoterapeutka pokazała mi również ćwiczenia sprawnościowe, abym szybciej zaczęła chodzić. W międzyczasie stosowałam różne maści, aby krwiak (najpierw zielony, potem żółty, brązowy, fioletowy itp) się szybciej wchłonął, bo był na prawdę duży i moczyłam nogę w zimnej wodzie z rumiankiem (zimna woda pomaga na opuchnięcia, rumianek łagodzi stany zapalne. Gdy już mogłam chodzić w miarę, dali mi skierowanie na tomografię komputerową, aby zrobić dokładne zdjęcia tej cysty kości. Okazało się, że jest ona duża (3x4 cm), więc należało ją usunąć i wypełnić przeszczepami kostnymi, ponieważ dziura w kości znacznie osłabia kość. Pozostawienie jej może doprowadzać do złamań patologicznych, które mogły by uszkodzić ścięgna, które znajdują się w okolicy tej kości. No i stało się. Pod koniec września tego roku miałam operację, która się udała, ponieważ przeszczep się przyjmuje. Miałam bardzo dobrą opiekę zarówno ze strony pielęgniarek, jak i anestezjologów (oprócz klasycznego uśpienia miałam po operacji zastrzyk do nogi, który paraliżował ją, dzięki czemu przez cały dzień nie czułam żadnego bólu pooperacyjnego), oraz chirurga, który mi to bardzo szczelnie wypełnił. Ostatnie (prawdopodobnie) zdjęcie rentgenowskie mam mieć w styczniu (4 miesiące po operacji) i dowiemy się, czy z nogą dalej wszystko okej, ponieważ dziura może się odnawiać wraz z moim wzrostem. Mam nadzieję, że już nie będę rosła i z kością będzie wszystko okej (mam 16 lat). :)
 

vooy
Zobacz blog

vooy napisała:

dodane: 11-11-2012 22:26

znam ten ból, jak taka niby błahostka potrafi zrujnować całe życie :( mój chłopak też był zakochany w sporcie, przeróżne biegi, piłka nożna itp, tym głównie żył. grał w klubie w swoim mieście, miał jakieś rekordy w biegach trudne do pobicia, miał szansę grać w klubie 300 km od domu, ale w o wiele lepszym i w o wiele bardziej prestiżowym a tu nagle.. bach.. na meczu miał kontuzję kolana, złamane czy coś mu tam w środku się złamało, pół roku w gipsie i ani cienia szansy że wróci do tego co tak kochał :(
bądź dzielna :* mam nadzieje, że Tobie uda się w końcu znaleźć dobrego lekarza który w końcu porządnie wykona swoją robotę i będziesz mogła robić to, co kochasz :)
 

nati2401
Zobacz blog

nati2401 napisała:

dodane: 11-11-2012 22:08

Mi tez kiedyś lekarze odebrali nadzieje... ale nie poddałam się i na własna reke znalazłam lekarza, który ją przywrócił
Wierzyłam , że musi być coś co mi pomoże i się udało. Jestem zdrowa, a miałam do końca życia być uzależniona od leków! Wiara, bicie do ludzi drzwiami i oknami i da się wiele zrobić! 3mam kciuki
 

and222ia
Zobacz blog

and222ia napisała:

dodane: 11-11-2012 21:56

biegłaś, biegłaś, przewróciłaś się i twoje całe życie totalnie się zmieniło, jest swego rodzaju udręką i walką z wiatrakami,
Mimo wszystko musisz mieć w sobie dużo nadziei i siły na walkę,
Życzę Tobie powodzenia i zdrowia przede wszystkim:)
 

vvvasiuniavvv
Zobacz blog

vvvasiuniavvv napisała:

dodane: 11-11-2012 21:46

Tak po prawdzie, mieszkając obecnie w Niemczech mam nadzieję, że tutaj znajdzie się jakiś porządny lekarz a nie kolejny konował.
Dziękuję za każde wsparcie :) jesteście niesamowite :)
Olgate - przepraszam :D jeśli są jeszcze jakieś błędy to postaram się je poprawić w późniejszym czasie :) A co do ćwiczeń Ewy dlatego właśnie ćwiczę tylko SKALPEL, bo moje kolano jest w stanie to zaakceptować, KILLERA niestety już nie.
 

vvvasiuniavvv
Zobacz blog

vvvasiuniavvv napisała:

dodane: 11-11-2012 21:41

Tak po prawdzie, mieszkając obecnie w Niemczech mam nadzieję, że tutaj znajdzie się jakiś porządny lekarz a nie kolejny konował.
Dziękuję za każde wsparcie :) jesteście niesamowite :)
Olgate - przepraszam :D jeśli są jeszcze jakieś błędy to postaram się je poprawić w późniejszym czasie :) A co do ćwiczeń Ewy dlatego właśnie ćwiczę tylko SKALPEL, bo moje kolano jest w stanie to zaakceptować, KILLERA niestety już nie.
 

wyimagin0wana
Zobacz blog

wyimagin0wana napisała:

dodane: 11-11-2012 21:33

Daj spokój z tymi lekarzami...
 

olgate
Zobacz blog

olgate napisała:

dodane: 11-11-2012 21:28

Mam nadzieję, że uda Ci się w końcu znaleźć kogoś, kto Ci pomoże, ale błagam, popraw to 'lubiałam'. I koniecznie uważaj na te ćwiczenia Ewy - moje kolana czasem mi przy nich 'strzelają', mimo że nie miałam nigdy problemów z tymi stawami.
Życzę zdrowia.
 

Lajla_

Lajla_ napisała:

dodane: 11-11-2012 21:25

Przykra historia, ale taka jest prawda, Polska medecyna jest zbyt zacofana i właśnie przez to cierpią młodzi i ambitni ludzie tacy jak Ty. Podziwiam Ciebie oraz Twoich rodziców, że mimo wszystko się nie poddaliście i nadal poszukujecie tego prawdziwego lekarza, który sprawi, że będziesz mogła powrócić do swoich pasji:) Życzę ci przede wszystkim zdrowia i tego, aby w Twoim życiu wszystko powróciło do normy:)
 

merenvien
Zobacz blog

merenvien napisała:

dodane: 11-11-2012 21:21

Kurcze... ale miałaś pecha :( Szkoda, serio... miałam też uraz kolana ale na nartach i lekarz z Tarnowa sprawił, że po roku mogłam wreszcie chodzić. A miałam sieczkę w kolanie :( Może jednak spróbujesz? Serio, chocby się zapytać przez telefon co o tym sądzi? Jeśli chcesz , to daj znać na priv ;)
 

Wyszukiwarka

UŻYTKOWNICY

Szukaj:

RSS

Dodaj do ulubionych

O blogu

Opowieść o tym, co mnie w życiu spotkało.

O mnie

vvvasiuniavvv

Na szafie od: 06-04-2011

Obserwuj

'Mała' mimo, że rozmiarem wcale nie taka mała. Jednak w tym co mnie otacza czuję się jak mrówka w lesie...

Obserwują blog
MoNiKKa
ivaa15
Greddy
jojcia
ellfik_86
seamsfordesire
lavana00

Podaj powód zgłoszenia:


Zamknij
0