0% prowizji - na zawsze!

UŻYTKOWNICY

nothingtolose

blogi.szafa.pl/ /sanhac

maj 24

MIŁOŚĆ Z INTERNETU

dodane przez: sanhac dn. 24-05-2012 r.

 Hey dziewczyny a może i chłopaki :)

Dawno tu nie zaglądałam, a to pewnie dlatego, że wydarzyło się duzo rzeczy w międzyczasie - do których chciałabym nawiązać, ponieważ niejako mają wpływ, na dzisiejszy tytuł mojego postu...

 

Pewnie nie jedna z was, zadawała sobie kiedyś pytania typu: " czy milość przez internet jest możliwa?", "czy jest bezpieczna", "czy można zaufac osobie poznanej przez internet?" i czy to jest normalne?

 

Czy normalne jest to, że w dzisieszym czasie czujemy większe więzi z ludźmi poznanymi przez internet, niz czasami z własną rodziną?

- tak, to jest normalne, ponieważ w internecie wyszukujemy, i nawiązujemy kontakt z ludźmi, którzy są w pewnien sposób do nas podobni, którzy nas rozumieją, dlatego czujmy z nimi większe zespolenie. a rodzina? rodziny się nie wybiera, ona po prostu jest! I trzeba ją akceptować, nawet jeżeli wasi rodzice narzekają, wiecznie sie czepiają, mają jakies pretensje i setkę razy proszą abyście coś zrobili - to jednak oni wydali nas na świat, troszczyli się o nas, i nas kochali i kochają mimo iż czasem robimy im przykrość. Dlatego szanujcie waszych rodziców, bo kiedyś może być tak, że wasza mama wyjedzie do pracy rano i wieczorem już jej nie będzie! ( tak było z moją mamą która zmarła 15 kwietnia tego roku, a ja mam dopiero 22 lata! - wiecie, odwiozła mnie na autobus do szkoły na uczelnię a wieczorem wparowała mi na chate policja, mówiąć, że mama nie zyje!) Dlatego jeżeli nawet, macie ochotę wykrzyczeć najgorsze słowa waszym rodzicom, nie róbcie tego! bo kto wie - może to będą ostatnie slowa jakie oni usłyszą? a wy będziecie mieć wyrzuty sumienia, że postąpiliście tak a nie inaczej...

 

No ale wracając do sprawy priorytetowej mojego dzisiejszego postu:

 

Z racji tego, że zawsze byłam grubą dziewczynką - miałam niską samoocenę tak, więc nie wychodziłam z domu, nie spotykałam się z chlopakami - no bo jaki by mnie chciał? rzaden! więc uznałam, że nie mam czego szukać w kanjpach, kinach itd... a że lubiałam grać w karty, zarejestrowałam się na pewnym portalu i po prostu zaczęłam grać, poznałam chlopaka, fajnie nam sie rozmawiało, więc wymieniliśmy się nr gg ( wiecie, żeby mieć okazję jeszcze ze sobą pograć) nie rozmaiwialiśmy ze sobą jakoś często, bo i poco? on był z drugiego końca polski! także... no ...

wiedział, że jestem dużo zaduża niż inne dziewczyny, ale widocznie nie miał z tym problemów, bo w końcu graliśmy sobie tylko w karty,  czasami rozmawialiśmy dłużej na komunikatorze, poznawaliśmy się, ale to były tylko takie zdawkowe informacje! po jakimś czasie ja trafiłam do szpitala, ze względu na dietę i dużą utratę wagi, nabawiłam sie kamieni w woreczku żółciowym, które muszę wyciąć ale jakoś sie boje:) plus coś tam mam z wątrobą - no ale, po tym szpitalu jakoś się cała sytuacja zmieniła, zaczeliśmy cześciej pisać ze sobą, potem jakoś tak wyszło, że wymieniliśmy się numerami telefonów, i zaczęlismy rozmawiać, poczułam wtedy z nim jakąs więź, bo to była osoba, kktóra się mną zainteresowała, interesowało go co robię, jak się czuję i może temu tak szybko się do niego przywiązałam, bo był pierwszą osobą, która zaakceptowała mnie jak byłam wielką orką i po mojej metamorfozie, codzienne smsy, rozmowy od czasu do czasu, to wszystko sprawialo, że zaczynałam się czuć tak jakoś inaczej, tak jak jeszcze nigdy sie nie czułam, poznawałam nowe "uczucia" przyśpieszone bicie serca kiedy widziałam, że dzowni, oczekiwanie na sms-a od niego... ale wiedziałam jedno : dziewczyno, on jest z drugiego końca polski, dziewczyno - on powiedział Ci, że dla niego związek na odległośc to nie związek, bo on potrzebuje kobiety na miejscu - rozumiałam go! Dlatego nie naciskałam na niego,  ale było mi z tym źle... Ale nadszedł taki czas, że zdecydowalismy się poznać. Pojechałam do niego ( to była najbardziej nieodpowiedzialna rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłam - i nie żałuje) pojechałam, poznałam, i moje oczekiwania o nim były calkiem inne niż  te moje wyobrażenia...  

Ja wróciłam do siebie.... Ale kontakt sie nie urwał, dalej pisaliśmy i dalej rozmawialiśmy, a ja dalej czułam, że cos się we mnie zmienia, że im bardziej go poznaje, tym bardziej wiem, że to jest osoba, która mnie rozumie, na której chyba zaczyna mi zależeć, i w której sie zakochuje - przestraszyłam sie wiecie! Bo wiedziałam, że bycie z nim jest nierealne, ze względu na odległośc - dla mnie, odległość nie jest problem, wsiadam w pociąg i jadę, dla niego była!  i musiałam to uszanować, ale potem pojechałam do niego na majówkę, potem jakoś wybralismy się na wspólne wakacje, w międzyczasie powiedziałamu co do niego czuje, że się zakochałam, poniewaz nie potrafiłam juz tego w sobie tłumić, nie mogłam. On nauczył mnie, że życie jest zbyt krótkie aby się wiecznie czegoś bać, aby się bać życ i bac ryzykowac, więc zaryzykowałam. Było wiele wzlotów i upadków, kilka razy powiedział mi, że nie jest juz w stanie utrzymywać ze mną kontaków, nie rozmaiwalismy długo, potem sie odezwałam ja do niego, znów wszstko wrócilo... i tak było kilka razy,  nie rozumiałam dlaczego on taki jest, powiedział, że nie jest w stanie kochac nikogo, że to, że tamto.... więc nie naciskałam, nie nalegałam, nie byłam nahalana  bo wiedziałam, że do niczego to nie prowadzi... dlatego ograniczyłam smsy, telefony... i zauwazyłam, że on zaczął sie bardziej interesować, częściej pisać... w grudniu zaprosił mnie na sylwestra do swoich znajomych, więc wsiadłam w pociąg i pojechałam,  kiedy wybiła północ, powiedział mi, że mnie KOCHA! to były najpiękniejsze słowa, jakie mogłam wówczas usłyszeć, tym bardziej, że wiedziałam że X nie jest najbardziej wylewnym chlopakiem, że ma problem z okazywaniem uczuć, mowieniem o nich... a ja nie chciałam na nim niczego wymuszać, chciałam aby sam dojrzewał powoli do tego wszytskigo... no ale wiecie, wróciłam do siebie on do siebie,  wiedziałam do czuję, że odległość mu przeszkadzała, mi tez zaczęła, bo chciałam go mnieć przy sobie, znów zaczęlo sie psuć... bo wiedziałam, że odległość psuje coś... wszystko się zmieniło kiedy dowiedział sie o śmierci mojej mamy, przyjechał na pogrzeb, poznał cała rodzinę, a ja wiedziałam, że taki gest znaczy więcej niż 1000 kocham Cię wypowiedzianych na głos... bo czy zrobiłby tak, gdyby mnie nie kochał? chyba nie! wtedy powiedział, że jestesmy razem i że sobie poradzimy z tą sytuacją, czułam, że mam w nim wsparcie, wiedziałam, że moge sie przytulic i wypłakać a on będzie otaczał mnie ramieniem i poczeka aż skończę... mimo wszyustkich przeciwności KOCHAM GO jeszcze bardziej, jestem z nim szczęśliwa i mimo, że dalej nie mieszkamy razem bo ja kończę studia, to wiem, że on będzie na mnie czekał!:) przyjeżdża do mnie teraz częściej, widzę w jego gestach i w sposobie w jaki mnie traktuje, że jestem dla niego ważna, okazuje mi to, że mnie kocha, poprzez gesty!

Życie jest pokręcone, wiecie - ale warto próbować, warto ryzykować i jeżeli wam na czymś naprawdę zależy nigdy w to nie wątpcie i się nie poddawajcie, nawet jeżeli inni w was nie wierzą.

Ja już nie raz miałam chwilę zwątpienia, ale powiedziałam sobie, że dopóki mi nie powie, nie kocham CIę, odejdź i zostaw mnie w spokoju - to nie zrezygnuje...

 

I teraz: mam wspaniałego faceta, którego nie zmaieniałbym nawet na samego Brada Pitta :)

 

Wierzę w miłość nawet jeżeli stworzyły ją łącza internetowe :)

Brak

Komentarze



Możliwość komentowania została wyłączona


sanhac
Zobacz blog

sanhac napisała:

dodane: 24-05-2012 15:52

mój też mieszka 700 km ode mnie i myślę, że dla niego też już to nie ma znaczenia :) bo wiecie co, według mnie odległość to tylko LICZBA!
 

claudyn
Zobacz blog

claudyn napisała:

dodane: 24-05-2012 15:01

Ja poznałam byłego faceta przez neta i była to porażka... z kolei z obecnym dzieli mnie 700 km, ale dla nas to nie problem :)
 

sanhac
Zobacz blog

sanhac napisała:

dodane: 24-05-2012 13:40

PHOOZANG! tak warto, i Tobie gratuluję, że się zdecydowałaś po maturze przenieść :) Ja miałam w planach przenieść się tam na studia, ale uznałam, że dokonczę tu licencjata a tam pójdę na mgr :)

poza tym, nie chce jeszcze zostawić taty tu samego w domu, co prawda jest jeszcze brat ale wiadomo, kobieta w domu też jest potrzebna!
 

Phoozang
Zobacz blog

Phoozang napisała:

dodane: 24-05-2012 11:50

Hm też to przeżyła. Poznałam przez grę mężczyznę z Gdańsk (ja mieszkalam na ślasku) po ostatniej maturze przeniosłam się do Gdańska po 3 miesiącach powiedział mi, ze to koniec.. tak zostałam sama w wielkim miejscie bez rodziny i znajomych.. było ciężko, aż poznałam obecnego narzeczonego. Do byłego nie mam żalu gdyby nie on nigdy bym nie poznała swojego przyszłego męża :) Tak warto ryzykować^^
 

jonasz71

jonasz71 napisała:

dodane: 24-05-2012 11:13

ja poznałam mojego męza co prawda nie przez internet al eprzez telefon poczatkowo pisalismy do siebie smsy ,,mieskzalismy daleko od siebie:) w tej chwili jestesmy ponad 7 lat po slubie i ejstesmy bardzo szczesliwi mamy dwie coreczki:)
 

wiola9393

wiola9393 napisała:

dodane: 24-05-2012 11:11

Jesteś bardzo wytrwała, gratuluje ;) Zycze Wam wiele szczęścia :*
 

sylwia930531

sylwia930531 napisała:

dodane: 24-05-2012 10:44

jestes super dziewczyna, zycze Ci duuuuzo ciepla, milosci i szczescia w zyciu:* na peewno sobie jakos poradzisz:)
 

Wyszukiwarka

UŻYTKOWNICY

Szukaj:

RSS

Dodaj do ulubionych

O blogu

nothingtolose

Prowadzony przez:
sanhac

Wejdź... zobacz... i sama/sam sie przekonaj o czym on jest...

O mnie

sanhac

Na szafie od: 23-11-2008

Obserwuj

Młoda, kobieta... określam siebie jako: marzycielka i romantyczka twardo stąpająca po ziemi. Bo kiedy trzeba, to schodzi z bujania w obłokach do rzeczywistości. Mimo młodego wieku, wiele przeszła w życiu... i codziennie uczy się żyć na nowo...

Obserwują blog

Nikt jeszcze nie obserwuje tego bloga

Podaj powód zgłoszenia:


Zamknij
1