0% prowizji - na zawsze!

UŻYTKOWNICY

Mama działa

blogi.szafa.pl/ /olczita82

luty 24

Jeden dzień z życia matki ...

dodane przez: olczita82 dn. 24-02-2014 r.

Od kiedy mam dwoje dzieci coraz bardziej chciałabym z tej roli matki wychodzić. Jednak dwoje dzieci to dwa razy większa harówka. A ponieważ nadal uważam, że matka to nie dożywotni wyrok w ramach powołania, tylko jedna z ról jakie nam życie przynosi, to w ramach powrotu do normalności postanowiłam zacząć od odzyskiwania formy. Wszak łatwiej ruszyć tyłek z kanapy niż wymieniać cała garderobę, bo ostatnio mam wrażenie, że wszystkie ciuchy kupowałam chyba przed 18stką albo się zbiegły w praniu :-) . Skoro zatem plan powzięłam to nadszedł czas wykonać. Najpierw pomyślałam o karnecie na fitness, ale gdzie tam moje niepoukładane dzieci dadzą mi wygospodarować 1,5 godziny. Ale przecież można ćwiczyć w domu. Zaangażowałam więc osławioną panią Chodakowską, żeby mi pomogła walczyć. I oto krótka historia jak wygląda mój dzień treningowy.

Budzimy się, niezależnie która Gwiazda wstanie pierwsza, wstać muszą wszyscy. Tola niczym kogut wyśpiewuje od rana serenadę, że czas już na świeżą peluszkę i mleczko i na rączki trochę, bo już oglądanie sufitu jej się znudziło. Natomiast jeśli Ninka zbudzi się pierwsza zaraz ma pilną potrzebę pójścia siusiu i śniadanka zaraz potem. Zwlekam się więc, choć oczy same jeszcze się zamykają i zaczynamy dzień. Najpierw toaleta, potem jedzenie. Szybko robię Nince jajecznicę albo kanapki i sadzam do jedzenia, Toli podgrzewam mleko ściągnięte wieczorem, bo nie mam czasu usiąść do karmienia. Później szybko zamieniam piżamę na strój roboczy i ruszamy dalej. Jedna chce czytać bajki, druga wciąga kolejną butlę i też ma życzenie, żeby ją zabawiać, bo jak wygląda sufit już dobrze wie. W biegu zjadam cokolwiek, bo za chwilę Ninka zaciągnie mnie do mycia zębów, więc wypadałoby mieć po czym je umyć. W między czasie jedna się ulała, a druga wylała na siebie picie, obie do przebrania, jedna woła kupę, ledwo ją posadziłam na nocnik i ogarnęłam, druga już też jest do przewinięcia. I tak właściwie przez 2,5 godziny nie siadam. Chwilę później szykujemy się na spacer. Kremujemy buziaki, ubieramy ciepłe gacie, czapki, szaliki, kurtki. Oczywiście nie bez płaczu, bo Tola niechętnie daje się wbić w kombinezon, za to Ninka w pełnym rynsztunku już tupie pod drzwiami. Tylko matka nieogarnięta zupełnie i niegotowa. Wrzucam więc kurtkę, czapkę i szalik ubieram po drodze. Idziemy. Trochę mroźno, więc spacer nie za długi. Dzięki Bogu, Tola śpi. Ledwo ją w wózek włożyć zasypia, złote dziecko. Ale za to Nina ma na spacerze milion życzeń. A to chce do pieska, a to chce zmrożony patyczek, to śnieg podotykać, to na murek wleźć. Co ją to obchodzi że zima i mroźno i matka trochę zmarzła bo się w pospiechu za lekko ubrała. Wracamy do domu, standardowo Tola się budzi już po przekroczeniu progu. Zaraz potem domaga się jedzenia, bo już czas. Ninka też najpierw trochę niezdarnie pozbywa się odzieży wierzchniej, akcentując że chce mleko i idzie spać, bo już czas. Ja się nie rozbieram bo nie mam kiedy, zrzucam tylko buty i czym prędzej robię mleko dla Niny. Zaprowadzam ja do łóżka. Na szczęście zmęczyła się na spacerze to zaśnie sama. Tolę wypakowuję z ubrań, bo już się cała zgrzała od płakania, ja zresztą tez i siadam z nią do jedzenia. Po mniej więcej pol godziny mala przysypia. Uf, wreszcie chwila odpoczynku. Sprawdzam czy Nina na pewno śpi. Śpi- super. Przykryłam kocykiem, żeby nie zmarzła. Tolę układam na leżaczku i idę przebrać dres. Teraz mam pół godziny na spotkanie z Chodakowską.

Zaczynam, rozgrzewka poszła gładko. Już zaczynam ćwiczenia kiedy Tola otwiera oczy. Więc robię brzuszki a ręką bujam leżaczek, żeby jeszcze przysnęła na chwilę. Udaje mi się zrobić dwa ćwiczenia zanim Tola włączy swój żałosny płacz znudzonego dziecka. Próbuję ją zająć smoczkiem. Działa na kolejne dwa ćwiczenia, resztę robię kiwając leżaczkiem nogą lub ręką zależnie co tam akurat nie ćwiczy i grzechocząc małej nad głowa. Udało się zrobić 3 serie. Chyba cudem. O kolejnych mogę zapomnieć, bo oto Ninka zaciekawiona powodem płaczu siostry, postanawia wstać. Patrzy na mnie wyginającą się w podporze na boku i mówi – mamusiu nie, po czym zaczyna płakać i rzuca mi się na ratunek, jakby straszna jakaś rzecz mi się działa. Na nic moje tłumaczenie, że mama ćwiczy, że tak pokracznie to wygląda bo musi zabawiać Tolę. Tola marudzi więc i ją Ninka próbuje pocieszyć, robiąc cacy. No trudno – trening trzeba przerwać, bo nocnik, bo zupka, bo mokro, bo coś tam. Po godzinie chyba, udaje mi się z trudem dokończyć ćwiczenia, chociaż bez przekonania, bo i tak nie ma to już większego efektu. Popołudnie mija nam na przebieraniu kolejnych pobrudzonych ubrań, nocniku, pieluchach, kwileniu, histerii, jedzeniu oraz szeregu innych niczym nie uzasadnionych zachowań.

Nadchodzi czas kąpieli. Pierwsza Tola, oczywiście Ninka pomaga. Tzn. pomaga w jej mniemaniu, bo pół wody z wiaderka wychlapała, w dodatku stwierdziła, że to taka super zabawa, że bez sensu tam wpuszczać Tolę żeby się kąpała. Jak w końcu ją tam umieściłam, to Nina ryczy, bo już nie ma grzebania w wodzie. No tragedia. Tola dostaje jeść po kąpieli, w miedzy czasie Ninka już tupie i wydaje mi jasne polecenie: Myć. Więc ledwo się oko małej przymknęło, idę myć drugą królewnę. Wszystko nam idzie dobrze do czasu kiedy trzeba kąpiel skończyć. Na nic moje prośby i argumenty że gumowe zabawki już chcą spać. Dopiero wypuszczenie wody z wanny powoduje zakończenie kąpieli, oczywiście nie bez focha. Idziemy do łóżka, czytam Nince bajkę, chociaż najchętniej położyłabym się koło niej i zasnęła. W między czasie Tola “prosi” o dokładkę, bo nie dojadła wystarczająco żeby przespać do 2. Zostawiam więc Ninkę i idę dokarmić “wrzeszczącą”. Ta się uspokoiła ale za to starsza nie jest zadowolona z obrotu sprawy, bo miała właśnie życzenie żeby ją pomiziać po nóżce na dobranoc, a wyrodna matka sobie poszła. Manifestuje więc swoje niezadowolenie głośnym jęczeniem i powtarzającym się mamusiu, mamusiu. Na szczęście Tolka zasypia mimo jęków siostry. Wyruszam więc w ostatnia misję, pomiziania pierworodnej. Po pół godzinie miziania zasypia. Jest 22.30. Nie wspomniałam, ze procedura kąpielowo – usypianiowa rozpoczęła się o 19 ?

Wreszcie cisza. Jeszcze tylko pozmywać, przeprać pieluszki, naszykować jedzenie na jutro, ściągnąć mleko, pościelić łóżko, wziąć prysznic i mogę odpocząć. Jakieś 2 godziny, zanim Tola zgłodnieje :-) . Nie wiem czy już wspominałam, że czasem ciężko jest mieć dwójkę dzieci :-), za to trening zapewniają doskonały.

Brak

Komentarze



Możliwość komentowania została wyłączona


matylda1504

matylda1504 napisała:

dodane: 25-02-2014 09:53

cudowne!!! ale się uśmiałam aż do łez :))) ja mam 9 miesięczną dzidzię i trochę już wiem co to znaczy aczkolwiek na co dzień nie wygląda to tak zabawnie.
 

niewywrotna

niewywrotna napisała:

dodane: 24-02-2014 21:49

doskonale Cię rozumiem. Też mam dwie córeczki - jedna 3 lata, druga 10 miesięcy. Moja starsza niestety już nie sypia wciągu dnia, więc mogę jedynie pomarzyć o chwili dla siebie... Kilka razy próbowałam ćwiczyć, ale nie ma szans. "Co robisz?", "nudzi mi się", "poczytaj mi", "pogramy piłką", "zbudujemy coś z klocków", a potem zaczyna się wyłażenie po mnie, pałętanie się pod nogami i odpuszczam. Czekam aż zrobi się cieplej i będzie można wyciągnąć rower. Mam wózek za rower i fotelik rowerowy przedni i na pewno będziemy jeździć na wycieczki. Przynajmniej tyle ruchu będę miła, bo spacer, to jednak za mało, zwłaszcza że 4 tydzień przerabiamy ospę (najpierw 2 tyg starsza, a teraz drugi tydzień młodsza) i o żadnym spacerze nie ma mowy...
 

kiiingaa

kiiingaa napisała:

dodane: 24-02-2014 19:35

Bardzo mi się podobało zdanie o nieuzasadnionym zachowaniu :) Mam pół rocznego synka (narazie jedno dziecko i biorac pod uwage sasiadow majacych TROJKE zastanawiam sie czy aby na pewno kiedys miec wiecej), ale serdecznie Ci gratuluje, ze probujesz i walczysz :) Dasz rade bo jak nie my mamy to kto?:) Pozdrawiam!
 

megi321

megi321 napisała:

dodane: 24-02-2014 18:44

Masakra chyba tylko to mozna powiedziec:D nie mam swoich dzieci ale jestem niania i tez cos troche wiem jak to jest przy dwojce dzieci jedno biegjace a drugie patrzace w sufit:D ale wielki szacun ze sie wzielas za siebie a nie jestes zrzedliwa mamuska ktora tylko marudzi ze ma brzuch po porodzie czy celulit.. Jak widac trzeba ruszyc tylek i jak widac przy dwojce dzieci tez to sie udaje:) gratulacje i powodzenia w dalszej walce!!!!:)
 

Wyszukiwarka

UŻYTKOWNICY

Szukaj:

RSS

Dodaj do ulubionych

O blogu

Mama działa

Prowadzony przez:
olczita82

Mama Działa to blog o moich doświadczeniach w macierzyństwie. Co mi się sprawdziło, co mogę polecić, a co jest zdecydowanie przereklamowane. Jeśli niedługo zostaniesz mamą lub już nią jesteś i ciekawią Cię różne mamine tematy, zapraszam.

O mnie

olczita82

Na szafie od: 11-09-2013

Obserwuj

Jestem mamą od 16 miesięczy a za 2 znów mamą będę. Od początku :) I tak sobie pomyślałam, że za drugim razem jest już łatwiej. Już nie błądzę w świecie dziecięcych ubranek nie rozróżniając śpiochów od pajacy. Nie wyszukuję setek zupełnie niepotrzebnych dziecku wynalazków, które promują ich producenci. Nie czytam, jakie pieluchy kupują mamy-celebrytki, bo co to za różnica dla bobasa w co za przeproszeniem “robi”. I dlatego pomyślałam, że może warto podzielić się tym, co już wiem z tymi z Was, które mamami zostaną wkrótce lub właśnie zostały. Wiadomo,każde dziecko jest inne, dlatego zachęcam do dzielenia się Waszymi doświadczeniami. Nie tylko jeśli chodzi o noworodki i niemowlaki, ale także starsze dzieci, bo jeszcze wiele przede mną.

Obserwują blog
haanula
Madeleine1987
niewywrotna
milqin
sky1990
paulina233
adrianna_k30
ajmfree
margerita28
LadyDitha
pokaż więcej

Podaj powód zgłoszenia:


Zamknij
2