0% prowizji - na zawsze!

UŻYTKOWNICY

Mama działa

blogi.szafa.pl/ /olczita82

luty 21

Jak rodzić ?

dodane przez: olczita82 dn. 21-02-2014 r.

Wasze komentarze dotyczące karmienia oraz temat porodu, który poruszyłyście, zainspirowały mnie do napisania mojej historii rodzenia. Może niektóre zdeklarowane fanki natury lub cesarki, spojrzą na ten temat innym okiem, a może nie. 

Oto historia.

W pierwszej ciąży, nieświadoma niczego, ale bardzo chłonna wiedzy zapisałam się do szkoły rodzenia. A tam wiadomo, natura górą, więc uczymy się oddychać, robimy ćwiczenia, które mają nam potem pomóc urodzić lub ulżyć w bólu. Dwa razy w tygodniu chodzimy z mężem na zajęcia. Uczymy się kąpać, przewijać, itd. Na każdych zajęciach sapiemy też wytrwale. Znaczy ja sapie, mój luby chyba się trochę nudzi, ale dzielnie mnie wspiera. W końcu trafiamy na temat porodu. Pani położna opowiada kiedy trzeba jechać do szpitala, a kiedy poczekać, no i w ogóle jak to wygląda. A z jej opowieści nie wygląda wcale tak źle. Znacznie gorzej za to prezentuje się w serialu 'Porodówka', który systematycznie oglądam, chyba po to, żeby bardziej się bać tego, co mnie czeka. Ale twardo trzymam się wersji, że rodzę naturalnie. Żadnej cesarki. To przecież operacja i znieczulanie potrzebne, a ja się panicznie boję zastrzyków, a tu jeszcze w kręgosłup kłują. No way. Twarda jestem to urodzę. A jak jeszcze słyszę, że poród przez cięcie to ogromny szok dla dziecka, porównywalny z zawałem serca u dorosłego. O nie, nie ma mowy.

Dziwią mnie pytania znajomych, jak będę rodzić. No jak, jak? Tak jak od wieków rodzą kobiety - naturalnie.

I oto w 33 tygodniu okazuje się, że moja przekorna córka jest ułożona pośladkowo, więc o naturalnym porodzie mogę zapomnieć, zbyt niebezpieczne. Takie ułożenie to bezpośrednie wskazanie do cesarki. Lekarz mnie pociesza, że czasem dzieci przekręcają się tuż przed porodem, że Mała ma jeszcze trochę miejsca, może jest szansa. Zaraz zaczynam robić ćwiczenia, które mają ją zachęcić do obrotu. Nic z tego. W 39 tygodniu jadę do szpitala i Nina nadal jest tyłkiem do wyjścia. Cesarka jak nic. Stres dla mnie ogromny, zwłaszcza, że wkłuli mi już wenflon, ale ciągle czekam, bo mają nagłe przypadki. Wszystkie w tym dniu rodzące naturalnie dziewczyny i tak kończą "na stole". A to pępowina owinięta, a to akcja ustała, a to wody zielone, itd. Czekam więc, bo jeszcze nie rodzę. W końcu moja kolejka nadchodzi. Jadę na salę, wiążą mi jakieś kable, o coś mnie pytają, ale mało pamiętam, nawet z tego znieczulenia w kręgosłup. Po paru minutach mam już swoją przekorną córeczkę. Mogę ją przytulić, pogłaskać, potrzymać chwilę. Dostała 10 punktów i wcale nie wyglądała na bardzo zszokowaną. Fakt po cesarce 12 godzin leżenia plackiem, ale u mnie wypadło to na wieczór i noc, więc spokojnie przespałam. Za to rano maskara. Wstanie z łóżka i prysznic, niby tak prozaiczne czynności, były dla mnie jak wyprawa w Himalaje. Ale zaraz potem nie bez trudu dowlokłam się po Ninkę, zabrałam ją na salę, przewinęłam, nakarmiłam i jakoś poszło. Na 3 dobę wyszłam ze szpitala, a Ninie przekora została do dziś.

8 miesięcy później okazało się, że będziemy mieć drugiego bobasa. Owszem po cesarce można rodzić naturalnie, ale nie tak szybko. Więc już na pierwszej wizycie mój lekarz powiedział mi, że druga cesarka, będzie bezpieczniejszym wariantem. Podeszłam do tego na spokojnie, bo już wiedziałam co mnie czeka. Trochę żałowałam, że nie urodzę naturalnie, nawet zastanawiałam się czy nie zaryzykować, ale w końcu to dobro dziecka jest najważniejsze, nie moje widzi mi się. Tola była ułożona prawidłowo, ale to nie zmieniało stanu rzeczy. Dostałam skierowanie do szpitala i lekarz polecił mi jechać umówić się na tzw. planowaną cesarkę. Trochę mnie to bawiło, że mam się zapisać na poród jak do fryzjera, na dzień i godzinę. Ale z drugiej strony była to dobra opcja, bo mogłam sobie zorganizować opiekę nad Ninką, przygotować jej wszystko i oszczędzić stresu związanego z nagłym zniknięciem mamy. Niestety w szpitalu okazało się, że nie ma już wolnych terminów na planowane cesarki. Muszę czekać na akcję porodową i przyjechać wtedy. Byłam załamana, bo co jeśli wszystko się zacznie jak będę z córką sama w domu, mąż w pracy, ona się biedna będzie denerwować, że mamie coś jest, ja się będę denerwować, że ona się denerwuje, itd. No ale cóż. Nic nie mogłam poradzić.

I faktycznie pewnego wieczoru, położyłam Ninę spać, mąż był na treningu, a mnie zaczęły się skurcze. Odczekałam aż wróci i pojechaliśmy do szpitala. To była bardzo początkowa akcja, więc gdyby nie fakt, że miałam skierowanie na cięcie i byłam po terminie, to pewnie by mnie odesłali, ale po paru godzinach, przyjęli na oddział i kazali czekać do rana. O 10 przyszła pielęgniarka i powiedziała, że za 20 minut jadę na salę. Zdążyłam tylko zadzwonić do męża, który był w pracy, że ma 20 min. Z tej operacji pamiętam już dużo więcej. Niestety też znieczulenie, bo pani anestezjolog nie mogła się wkłuć. Masakra. Ale poszło szybko i zaraz miałam Tolę przy sobie. Pamiętam, że złapała mnie za palec i patrzyła tymi wielkimi oczami. Też dostała 10 punktów. W tym przypadku 12 godzinne leżenie wypadło w ciągu dnia, więc dłużyło mi się bardzo. Ale za to wstawanie i prysznic poszły mi znacznie łatwiej. Na 2 dobę wypisali nas do domu. 

Moje córy obie są zdrowe i dobrze się rozwijają. To, że urodziły się przez cesarskie cięcie w żaden sposób nie wpłynęło na nie.
Chyba nawet lepiej, że tak to wyszło, bo znam przypadki gdzie dziewczyny rodziły prawie dwa dni i właściwie w ostatniej chwili zrobiono im cesarki, bo już nie było wyjścia. 
Mój morał z tej historii jest taki, że nie ma co się zarzekać i nastawiać, bo los bywa przewrotny. Mam koleżanki, które były umówione na cesarki, a przed terminem pojechały z akcją i urodziły naturalnie, są też takie, które zaczynały poród naturalnie, a kończyły cesarką. Nie ma reguły.

W tym przypadku nie ma wyborów, robi się to co jest lepsze dla dziecka, czy sobie to zaplanowałyśmy czy nie.

poród, poród naturalny, poród przez cesarskie cięcie,

Komentarze



Możliwość komentowania została wyłączona


iza310

iza310 napisała:

dodane: 22-02-2014 12:44

ja rodziłam naturalnie. w poniedziałek wieczorem miałam wizytę u mojego ginekologa który kazał mi następnego dnia rano przyjechać do szpitala bo miałam już małe rozwarcie. po powrocie do domu jeszcze raz sprawdziłam czy mam wszystkie potrzebne rzeczy, tego wieczoru nie mogłam wcale zasnąć. przekręcając się na drugi bok poczułam tak jakby pęknięcie ;) byłam przerażona, odeszły mi wody.. gdy spojrzałam na zegarek była równa północ. ponieważ to był mój pierwszy poród natychmiast wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do szpitala. od samego początku kiedy odeszły mi wody do samego porodu miałam skurcze co 4 minuty.. to była katorga. na nasze nieszczęście to była noc więc się mną bardzo nie przejmowano, dopiero o 7 rano lekarze 'wzięli się' za mnie. urodziłam o 10.45. nawiązując do Twojego tematu - wiadomo poród naturalny jest najlepszy zarówno dla matki jak i dla dziecka ale jeśli zagrożone jest zdrowie lub życie jednego z nich cesarka jest najlepszym rozwiązaniem. nie popieram tylko tych kobiet które decydują się na cesarkę mimo że nie ma przeciwwskazań do porodu naturalnego tylko dla tego że np się tego boją. wiadomo, poród naturalny to olbrzymi ból i wysiłek ale kobiety od tysięcy lat tak rodzą, a przy dzisiejszym rozwoju medycyny to nie jest nic strasznego! wręcz przeciwnie, to piękna chwila dla każdej matki. więc jeśli nie ma żadnych przeciwwskazań poród naturalny jest najlepszy. no i napewno dużo łatwiej jest dojść do siebie niż po cesarce.
 

olczita82
Zobacz blog

olczita82 napisała:

dodane: 21-02-2014 20:33

Nie. Mam fajnego lekarza. w szpitalu też nie mieli z tym problemów :)
 

ona0312

ona0312 napisała:

dodane: 21-02-2014 19:27

Tak czytam i mam pytanie.. lekarz "nie darł japy" po Tobie ze druga ciaza juz tak "szybko" ?
 

Wyszukiwarka

UŻYTKOWNICY

Szukaj:

RSS

Dodaj do ulubionych

O blogu

Mama działa

Prowadzony przez:
olczita82

Mama Działa to blog o moich doświadczeniach w macierzyństwie. Co mi się sprawdziło, co mogę polecić, a co jest zdecydowanie przereklamowane. Jeśli niedługo zostaniesz mamą lub już nią jesteś i ciekawią Cię różne mamine tematy, zapraszam.

O mnie

olczita82

Na szafie od: 11-09-2013

Obserwuj

Jestem mamą od 16 miesięczy a za 2 znów mamą będę. Od początku :) I tak sobie pomyślałam, że za drugim razem jest już łatwiej. Już nie błądzę w świecie dziecięcych ubranek nie rozróżniając śpiochów od pajacy. Nie wyszukuję setek zupełnie niepotrzebnych dziecku wynalazków, które promują ich producenci. Nie czytam, jakie pieluchy kupują mamy-celebrytki, bo co to za różnica dla bobasa w co za przeproszeniem “robi”. I dlatego pomyślałam, że może warto podzielić się tym, co już wiem z tymi z Was, które mamami zostaną wkrótce lub właśnie zostały. Wiadomo,każde dziecko jest inne, dlatego zachęcam do dzielenia się Waszymi doświadczeniami. Nie tylko jeśli chodzi o noworodki i niemowlaki, ale także starsze dzieci, bo jeszcze wiele przede mną.

Obserwują blog
haanula
Madeleine1987
niewywrotna
milqin
sky1990
paulina233
adrianna_k30
ajmfree
margerita28
LadyDitha
pokaż więcej

Podaj powód zgłoszenia:


Zamknij
2