0% prowizji - na zawsze!

UŻYTKOWNICY

Perypetie.

blogi.szafa.pl/ /merenvien

lis. 11

"ŻAŁOBA"

dodane przez: merenvien dn. 11-11-2012 r.
"ŻAŁOBA"

Dziękuję Wam serdecznie za krzepiące słowa pod ostatnim wpisem. Nawet nie wiecie jak wiele to znaczy. Nie pomaga, ale utwierdza w przekonaniu, ze nie ma co się nad sobą użalać, bo nie tylko ja przeżywam takie tragedie. Prawda?

Boję się. A w zasadzie strach zżera mnie od środka bo nie wiem czy kiedykolwiek w życiu spotkam podobnego człowieka. To On dźwignął mnie gdy byłam wrakiem człowieka.

Gdy idąc spać widzę oczami wyobraźni jego delikatnie uśmiechniętą twarz: mocno zarysowaną, brązowe tęczówki, niewiarygodnie spokojny wyraz twarzy. Gdy budzę się każdego ranka, patrzę na zdjęcie które zrobił mi zaraz po tym jak otrzymałam dyplom po zawodach. Patrzę na swoje własne zdjęcie i w roześmianych oczach, zaszklonych od łez szczęścia szukam zarysu jego twarzy. To nienormalne biorąc pod uwagę fakt, że nie żyje i wszystko przepadło, ale póki jeszcze mogę cieszę się ochłapami, szczątkami, które mi pozostały. Nie potrafię się od tego wyizolować. Panicznie się bję, że zacznę zapominać jak brzmiał jego głos, jak wyglądał, a nie chcę o nim zapomnieć. Chcę do śmierci pamiętać , że był ktoś taki, kto coś we mnie zmienił, a nie używał siły.

Tęsknię za tym, by móc zadzwonić do niego wieczorem i po prostu się wyżalić. Gdybym mogła do niego zadzwonić dzisiaj, wygarnęłabym mu, że nie wiem jak mógł mi to zrobić. Bo szczerze mówiąc dalej nie mogę znieść faktu, ze nie pozwolił mi się nawet z sobą pożegnać, że nie dał mi możliwości przetrawić tych wszystkich wydarzeń i nie pozwolił przygotować się na ostateczność.  Wściekałabym się, krzyczała w niebogłosy. To właśnie to boli tak mocno.

Gdybym mogła spotkać się z nim teraz w cztery oczy nic bym pewnie nie wyksztusiło mimo kotłującej się złości i w milczeniu po prostu  przywarłabym do jego klatki piersiowej chłonąc zapach, który uspokajał rozbiegane myśli.

Zanim jeszcze wszystko rozwinęło się w relację damsko-męską, byliśmy w relacjach nauczyciel-uczennica. Zawsze podziwiałam go za jego umiejętności. Miał do tego talent. Patrząc  jak nurkuje w dół stoku miało się wrażenie, że leci , a podczas lotu kontroluje każdy centymetr swojego ciała. Każdy ruch był przemyślany, choć balansujący na granicy doświadczenia i brawury. Chciałabym mieć jego determinację, silną wolę i morderczy wręcz upór który tyle razy na stoku doprowadzał mnie do łez bezsilności. A jednak pokazał mi, że ból nie jest niczym innym jak ludzką słabością , która chociaż istotna, nie jest nie do przeskoczenia. Przesuwał moje własne granice i kruszył opór przed szaleństwem. Przez dwa lata dał mi szkołę życia, której nie zapomnę do końca życia.

Jako człowiek, onieśmielał mnie. Szczególnie wtedy gdy zadawał pytania. Były bezpośrednie, czasami bolesne, bo dotykały do żywego, ale widziałam w tym sens. Nie bął się rozmowy. Stawiał na nią. Zawsze powtarzał mi, że to nic złego wątpić w swoje siły.

Pamiętam, że zanim zrozumiałam, że coś do niego czuję minęło bardzo długo. Kiedyś , wszedł do głównego pomieszczenia  w schronisku w najmniej odpowiednim momencie. Robiło mi się słabo na samą myśl o tym co zostawiłam w domu i co jeszcze mnie czeka po powrocie. Byłam rozbita, przytłoczona wszystkimi problemami, które wtedy, gdy jeszcze nie byłam pełnoletnia, zwyczajnie mnie przerastały. Zaszedł mnie od tyłu i usłyszałam szept pytający o to co się dzieje .Po prostu odwróciłam się do niego przodem. Wtedy nie wiele chyba myśląc przyciągnął moją głowe do swojego ramienia. Byłam tak wszystkim styrana, że nie opierałam się ani przez chwilę. Objęłam go w pasie i po prostu poddałam się chwili. Przez tą minutę (może dwie) przeszło mi przez myśl , że jestem typowy LOOSER , któremu w życiu nic , a nic się nie udaje. I nic nie mówiliśmy. Po prosty staliśmy tak słuchając jak palące się drewno trzaska w kominku na drugim końcu pomieszczenia.

Nawet nigdy go nie zapytałam, czy wtedy już przypuszczał, że możemy kiedyś skończyć jako para.

W pamięci mam każda scenę z jego udziałem. Pamiętam, że kiedyś przyglądałam się mu z ukrycia. Zaciągał się dymem papierosa i o czymś intensywnie myślał. Wydawał się być zamyślony, może nawet zatroskany. Zmarszczone brwi świadczyły o tym, że cos nie daje mu spokoju. Nigdy mi nie powiedział o czym wtedy myślał. I nieśmiało podeszłam, bo nie wiedziałam jeszcze, czy pierwszy pocałunek był celowy, czy może był zwykła fanaberią. Jego fanaberią. Kiedy mnie dostrzegł jego kąciki uniosły się ku górze. Obserwował dzieciaki. Były wtedy pod jego opieką, a on podchodził do swojej pracy bardzo poważnie. Czasami śmiałam się z niego, ze gdy dzieciaki maja czas wolny jest niestrudzonym służbistą. Musiałam wyglądać idiotycznie. Stanęłam przed nim i gapiłam się na niego. Zerknął na mnie z ukosa i zaśmiał się. Wtedy – pomyślicie że ze mnie idiotka – jednym susem doskoczyłam do niego , stanęłam na palcach i go pocałowałam. Początkowo miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Nie dlatego, ze to ja wykonałam ten krok, tylko dlatego, że czułam, że nie odwzajemnia pocałunku. Nie mam pojęcia, co wtedy myślał. To kolejna rzecz której nie wyjaśniliśmy. Przeszło mi przez mysl , żeby uciekać gdzie pieprz rośnie zanim mnie odepchnie, wyśmieje… I gdy odrętwiała zaczęłam osuwać się na pięty poczułam , że nasze usta nadal są ze sobą zetknięte. W chwili gdy ja zaczęłam się cofać on się pochylił. To był pocałunek z tych, które pamięta się do końca życia. Pierwszy pocałunek był efektem jego działania, w dodatku nie do końca doszło do niego z mojej nieprzymuszonej woli, ale to było to, czego wtedy tak naprawdę potrzebowałam.  Teraz już to wiem.

I wlaśnie tak oto pamiętam wszystko – pierwszy dzień treningu, pierwszą wspólną rozmowę, pierwszy pocałunek… i wiele, wiele innych…

Nie był idealny. Miał wady. Ale chyba chodzi w tym wszystkim o to aby wady akceptowac i nie zwracac na nie uwagi.

Strasznie jest tez to, że nigdy nie powiedziałam mu, że go kocham. Nie wiem dlaczego. Chyba się bałam… Wszystko działo się tak szybko i niespodziewanie. To znaczy kiedys powiedziałam , bardzo cicho. W zasadzie w szyję… Poprosił żebym powtórzyła bo nie usłyszał. A ja głupia stchórzyłam…  A teraz czuję, a nawet WIEM, że kocham go tak mocno…

Chyba nie chciałabym spotka c podobnego człowieka. Chcę wierzyć , że Rafał był jedyny w swoim rodzaju i miałam prawdziwe szczęście, że tak niezwykły facet pozwolił mi siebie poznać. Szkoda że to było tak krótko. Chciałam z nim zrobić tyle rzeczy, tyle mu powiedzieć i tyle pokazać.

Na pogrzebie stałam otoczona przez naszą paczkę. gapiłam się na jego zdjęcie, które ktoś przytargał i postawił w widocznym miejscu. Prawie jak w amerykańskim filmie. Przyjaciółka mocno ściskała mnie z arekę jakby co najmniej bała się że zaraz osunę się na posadzkę. Lucek – nasz trener – skorzystał z okazji, że na moment wyrwałam się z tego kręgu i dorwał mnie . Powiedział coś, co szczególnie utkwiło mi pw pamięci, a z czego nie zdawałam sobie nigdy sprawy.

Powiedział, że Rafała od zawsze traktował jak syna i ponieważ sam syna nie ma, jest to dla niego dobijające.

„Dla niego narty były na pierwszym miejscu. Skoro zdecydował się na ten wyjazd i nic Ci o tym nie powiedział, to znaczy, że byłaś na drugim”. – jakbym dostała kijem bejsbolowym. Serio. Lucek zawsze był tak samo bezpośredni jak Rafał… To właśnie to sprawiało, że wszyscy mieliśmy wrażenie , że są rodziną.

Po czym stwierdził, że może to i dobrze. Żył krótko, ale intensywnie. Niejeden by mu mógł pozazdrościć. To, ze zabiło go to , co kochał, to może szczęście. Byłby nieszczęśliwy, gdyby miał patrzeć na to jak robi się z niego niedołężny dziadek.

Ale dlaczego? Ku*wa , dlaczego? Dlaczego nie zadzwonił, gdy lezał w szpitalu? Dlaczego kazał wszystkim utrzymać to w tajemnicy i to przede mną ?!

Tyle pytań…

Dlaczego tyle razy mnie nocował gdy miałam dość, byłam obolała, posiniaczona…? Dlaczego do diabła codziennie decydował się na długie rozmowy telefoniczne? Dlaczego poświęcił mi tyle czasu? I wreszcie, dlaczego, skoro nie byłam ważna, aż tyle dla mnie zrobił?

Nigdy nie chciałam konkurować z nartami. To również moja pasja, która sprawia, że nabieram siły, energii, wiary i uczę się samozaparcia. Ale…

Chyba zbyt dużo pytań pozostanie bez odpowiedzi. A ich brak nie da mi spokoju jeszcze bardzo długo.

 

Musiałam to z siebie „wypuścić”. Pisząc jest o wiele łatwiej niż gdybym miała komus spojrzeć w oczy i wszystko powiedzieć…

śmierć,

Komentarze



Możliwość komentowania została wyłączona


klimcia013
Zobacz blog

klimcia013 napisała:

dodane: 11-11-2012 23:07

Cudownie napisane. Zazwyczaj nie zwracam nawet uwagi na tak długie teksty, a tutaj u Ciebie po przeczytaniu kawałka dotrwałam do końca. Biją z Ciebie niesamowite emocje. Mam nadzieję, że uporasz się z tym wszystkim i będziesz mogła sama odpowiedzieć sobie na te pytania, które sobie stawiasz.
 

bianq7
Zobacz blog

bianq7 napisała:

dodane: 11-11-2012 22:25

tyle emocji i uczuć zawarłaś w tym tekście...
 

listeczek22

listeczek22 napisała:

dodane: 11-11-2012 21:48

Boże, tak pięknie to napisałaś,że naprawdę trudno się powstrzymać od tego żeby sie nie popłakać...
 

vvvasiuniavvv
Zobacz blog

vvvasiuniavvv napisała:

dodane: 11-11-2012 21:17

Dziewczyno strasznie Ci współczuję. Aż zły cisną się do oczu. On zawsze będzie przy Tobie, w Twoim sercu, ale to wiesz. Nie wiem czego życzyć :( ale szczerze Ci współczuję...
 

Wyszukiwarka

UŻYTKOWNICY

Szukaj:

RSS

Dodaj do ulubionych

O blogu

Perypetie.

Prowadzony przez:
merenvien

Raz lepiej , raz gorzej, ale grunt, żeby być na plusie. Bywa ciężko , ale przyznajcie sami - żyje się cudnie :)

O mnie

merenvien

Na szafie od: 15-09-2012

Obserwuj

.

Obserwują blog
NelehFly
xhoooneyx
anetqa00
ameba68
roksanakw
Sy7wia7
Anastazja30

Podaj powód zgłoszenia:


Zamknij
0