0% prowizji - na zawsze!

UŻYTKOWNICY

Redhead

blogi.szafa.pl/ /faustowa

luty 24

Tragedia grecka o niańce

dodane przez: faustowa dn. 24-02-2014 r.
Tragedia grecka o niańce

Wiem, że zawód niańki jest obecnie dość popularny. Może nie w sensie upragniony, ale często wybierany. Zwłaszcza wśród studentek, które by opłacić czesne łapią się wszystkiego, a opieka nad maluchem wydaje się najmniej upokażająca.

W związku z ciągnącym się bezrobociem, wzięłam się również za taką pracę. Jest ona o tyle przyjemna, że moje kochane przyswojone dziecko nie liczy jeszcze roku, sypia w dzień i jest to idealna okazja do nauki na egzaminy, czytania ulubionych książek czy obejrzenia czegoś fajnego. Dodatkowo pracuje w swoim mieście, więc gdy pogoda dopisuje wybieram się z maluchem do rodziców, znajomych czy zwyczajnie załatwiam jakieś sprawy. Dzień mija szybko, a mój podopieczny nie jest typem piszczącym, histeryzującym czy zwyczajnie niegrzecznym.

Jednakże.. Ostatni tydzień i ten, który dzisiaj się zaczął są dwoma najgorszymi w mojej całej sytuacji zawodowej.

Zeszły tydzień zostałam poproszona o opiekę nad chorym 6letnim synem pracodawców, który normalnie chodzi do zerówki. W gruncie rzeczy nie chciałam tego, bo jednak mam płacone za jedno dziecko, ale zwyciężyło moje dobre serce i świadomość, że jest to tylko dziecko - do tego chore - sprawiła, że się zgodziłam. Poniedziałek miał być jedynym dniem takiej opieki, ale, że kaszel był niezmorzony wypadł jeszcze wtorek. Okej, dwa dni to nie tak wiele. Kiedy przyszłam do pracy i w środę też mi wciśnięto dzieciaka - wspomnę, że pytając mnie pytali o jeden dzień, a w środę był trzecim dniem, o który już mnie nie pytano. Zdecydowałam się, że delikatnie powiem co o tym myślę, ale w czwartek rano przyszłam i maluch był uszykowany do przedszkola. Pomyślałam "Ok, przetrwałam, nie ma sensu wyciągać tego na wierzch". Przychodzę w piątek - dzieciak znowu zostaje. Byłam bardzo wkurzona, ale matka rzekomo śpieszyła się do pracy i wcisnęła mi młodsze potomstwo w ręcę i sayonara.

Przez weekend dużo myślałam i doszłam do wniosku, że jednak przemilczę to. Nie pracuje tam długo, jest to dość dobrze płatna praca jak na tą profesję i mam stały zarobek, dzięki czemu jakoś opłacam swoje zobowiązania plus żyję odrobiną luksusu. Nie wiedząc dokładnie czego spodziewać się od rodziców po zadeklarowaniu, że był to ostatni raz i następnym razem wymagam uprzedzenia i płacenia stawki jak za dwójkę dzieci (czyli pomnożona razy dwa stawka godzinna), zdecydowałam się milczeć. Dzisiaj uznaje, że było to głupie. Dlaczego?

Otóż, moja kruszynka dostała zapalenia oskrzeli. Wylądowała w szpitalu (chociaż z tego co mi wiadomo leczenie odbywa się w domu, ale co tam - ja nie lekarz) i kiedy zadzownili do mnie w niedziele informując o tym byłam pewna, że mam wolne. Nawet mnie to trochę ucieszyło, bo szykuje mi się jedna poprawka egzaminu, do tego muszę obrobić film dla kolegi i jeszcze parę elementów zaległych czeka sobie w kąciku. A tu po godzinie telefon nr 2 dzwoni i pytanie czy nie podjadę do szpitala na parę godzin, bo matka bobo musi coś załatwić i tym samym nie ma z kim zostawić dziecka. Oczywiście, jest jeszcze ojciec i babcia, ale rzekomo nie mogli, bo im nie pasowało. Pomyślałam, że czemu nie? Parę godzin - czyli 2-3, prawda? Otóż, nie! Siedziałam tam dzisiaj do wieczora, bo mamuśka wpadła jeszcze do domu na chwilę odsapnąć i spędzić trochę czasu z drugim dzieckiem. Ok, rozumiem, że dwójka to dwójka, ale dziecko w szpitalu to sytuacja dość kryzysowa!

Gdyby to był mój berbeć siedziałabym z nim tam cały dzień nie pozwalając się nikomu zbliżyć i kontrolując stan zdrowia w kajeciku. Może tylko ja jestem takim przewrażliwionym elementem, ale skoro od lekarza została wysłana na pogotowie, nie mogła być dzieckiem zdrowym czy podziębionym.

Matka dziecka jest pracocholiczką, ojciec dopiero od niedawna zaczął pracę, babcia, która już od pięciu lat mogłaby być na emeryturze cały czas prowadzi jakieś biuro siedząc tam od rana do wieczora. Stąd wiem, że wpakowałam się w rodzinę, u której prędzej załatwię nadgodziny niż dzień wolny.

Nie chce, żeby ktoś pomyślał, że nie cieszę się z tej pracy! Uwielbiam ją, ale ostatnie dwa tygodnie wykorzystały wszystkie pokłady mojego zrozumienia. Mała prawdopodobnie będzie tam do środy/czwartku, więc i moja służba będzie tyle trwała. Dzisiaj miałam być na 10, jutro na 9, a w końcu będę tam nocować. Może przesadzam, ale furia we mnie siedzi i się grzeje.

Brak

Komentarze



Możliwość komentowania została wyłączona


malmie

malmie napisała:

dodane: 26-02-2014 14:02

Cierpliwa z Ciebie osóbka ;)
 

Wyszukiwarka

UŻYTKOWNICY

Szukaj:

RSS

Dodaj do ulubionych

O blogu

Redhead

Prowadzony przez:
faustowa

Wojnę z szarością istnienia uważam za rozpoczętą! Let's be red!

O mnie

faustowa

Na szafie od: 09-10-2011

Obserwuj

Przedstawicielka szczupłych inaczej przyozdobiona farbowaną na czerwono kopułą.

Obserwują blog
xedin16

Podaj powód zgłoszenia:


Zamknij
1