0% prowizji - na zawsze!

UŻYTKOWNICY

MODA NA ŻYCIE JAK W MADRYCIE

blogi.szafa.pl/ /ellbrown

luty 20

cudowne lata

dodane przez: ellbrown dn. 20-02-2012 r.

Nadeszły złote czasy dla strojniś, sieciówki oferują modne ubranka za niskie ceny, lumpeksy rozlewają sie po kraju niczym grzyby po deszczu - mozna przbierać i wybierać.Tylko skąd wiedzieć co? Przypomina mi się okreś świetności PRL. Wszyscy chodzili  w tym co socjalistyczna gospodarka produkowała, no, może nie wszyscy ale zdecydowana większość. Bardziej kreatywni szukali swojego stylu u krawcowych lub sami - zmuszeni okolicznościami podejmowali sie próby uszycia czegoś oryginalnego. Kolorystyka tych ubranek tez była jednakowa, bo masowa produkcja tkanina nie oferowała zbyt wielkiego wyboru. W moim domu panował wariant drugi. Stała w przedpokoju  szafka na tzw. wysoko połysk. Dziwny to klamot , nigdzie nie pasował, przenoszony z kąta w kąt szpecił każde pomieszczenie.Drzwi zamykane na kluczyk i na wierzchu klapa odchylana od góry. Wewnątrz zielona maszyna firmy Łucznik. Jak się później okazało, to właśnie urządzenie odagrało bardzo istotną role w moim życiu. Zastanawiacie się, jak stary klamot może do czegokolwiek zainspirować. A może! Podczas nieobecności właściecielki tego zielonego monstrum tj, mojej rodzicielki, podjęłam się eksperymentu wprawienia maszyny w ruch . Nie było nawet instrucji obsługi, przypominałam sobie jakie czynności wykonywała  mama i wprowadzałam je w życie. Miałam może ze 12 lat, z trudem nogami sięgałam do części napędowej tj pedała, którym należało nacisakać w górę i w dół. To była zaledwie próba, bo o szyciu w tej chwilii nie mogło być mowy. Z prostej przyczyny: nie było materiału. Zastanawiając się nad tą kwestią wpadłam na cudowny pomysł doknania na początek przeróbki z juz gotowego ciuszka. Zakładałam jednak, że początki mogą być trudne i szkoda mi było to tego eksperymentu użyć swojego ubranka, zwłaszcza, że wszystkie były pasowne i nie było co w nich przerabiać. Dobrałam się więc do szafy głównej tj moich rodziców , w oko wpadła mi jasna sukienka, którą mama ubierała  na ważniejsze okazje. Mało wyszukany krój dawał dziewczynce spore możliwości kombinacji twórczych. Postanowiłam uszyć z niej spódniczkę, taką obcisłą , dopasowaną, jaką widziałam w magazynach dla pań , sprowadzanych zza zachodniej granicy.Dodam, że u nas królwały wtedy czarno białe dzienniki i moda to ostatni temat, który mógłby być tam poruszany. Owszam były czasopisma dla kobiet, ale raczej miały zadanie stymulować zapędy kobiet do samodzielności i narzucały jedynie słuszną linię propadandy partyjnej.Szyję więc tę spódniczkę bez elementarnej wiedzy na ten temat. Dziecięca logika podpowiedziała najprostsze rozwiązanie. Odciąć dół od góry, zszyć rurkę w pasie , zwęzić boki i wprowadzić gumkę. Jak myslałam tak zrobiłam. Hmmm, takie proste było tylko dziecięce myślenie. Gdy już dokonałam krojczej sztuki oddzielenia góry od dołu okazało się, że maszyna nie może przeszyć tej tkaniny.Nitka plątała się i nie przeszyłam nawet centymetra ściegu. Walka z maszyną i czasem trwała. Tymczasem nie mogłam się pochwalić własną inicjatywą i nową spódniczką. Tzn. inicjatywą to i mogłam, ale jej efektem raczej nie. Ciągle byłam w punkcie wyjścia.I wtedy wpadłam na drugi cudowny pomysł, skoro cudo techniki zawiodło - dokonam sztuki rękodzielnictwa i uszyję spódniczke ręcznie. Nie miałam już nic do stracenia, wszak wykrój juz był. Mogłam co prawda ponownie zszyć górę sukienki z dołem, ale poddanie się nie leżało w mojej naturze. Przystąpiłam więc do dzieła. Jedynym znanym mi ściegiem szycia ręcznego tj. za pomocą igły i nitki był ścieg zwany fastrygą. Później okazało się, że to tylko pomocnicza i wstępna forma delikatnego łączenia tkaniny przed szyciem głównym. Ale co tam...skąd miałam wiedzieć o trudnych arkanach sztuki krawieckiej, dopiero początkowałam ( dodam, że początkowanie w tej dziedzinie trwa nadal). Sfastrygowałam tj. uszyłam więc dzielnie całą spódniczkę i zadowolona czekałam na moment powrotu rodzinki do domu, by rzucić wszystkich na kolana. I rzuciłam...siostry...ze smiechu...a mamę ze złości, że zniszczyłam jej sukienkę.

Brak

Komentarze



Możliwość komentowania została wyłączona


abotak

abotak napisała:

dodane: 20-02-2012 10:38

owszem, akapity bardzo by ułatwiły czytanie. bo sympatycznie wchodzi to, co piszesz :)
 

oryginal

oryginal napisała:

dodane: 20-02-2012 09:57

bardzo ciekawie piszesz ale źle sie czyta tekst pisany takim ciągiem.
akapity by się przydały :3
 

Wyszukiwarka

UŻYTKOWNICY

Szukaj:

RSS

Dodaj do ulubionych

O blogu

pisać będę o wszystkim, bo taką mam potrzebę. może być to pamiętnik, recenzja, opowiadanie czy sprawozdanie. forma literacka nie ma tu znaczenia. tytuł także możesz sobie nadać sam drogi czytelniku.pragnę podzielić się swoimi doświadczeniami, wrażeniami, przemyśleniami.przez 40 lat egzystencji nazbierało się tego sporo.szkoda, żeby poszło w zapomnienie, tyle przygód, wydarzeń, skandali...i ubrań. będę przeplatać w konwencji szufladkowej opowieści ze swojego życia...zawsze inaczej niż inni ubrana.

O mnie

ellbrown

Na szafie od: 22-07-2010

Obserwuj

42 lata, 175 cm wzrostu, waga 65 kg, włosy miedziane, oczy zielone.o niezależnym umyśle, ekstrawagancka i oryginalna, kochająca sztukę, książki, przyrodę, zwierzęta.

Kategorie
Archiwum
Obserwują blog
malgosia2635
dorotalawniczak68w

Podaj powód zgłoszenia:


Zamknij
1