0% prowizji - na zawsze!

UŻYTKOWNICY

Ania maluje

blogi.szafa.pl/ /aniamaluje

wrz. 11

Włosowe metamorfozy, czyli wrześniowa zapchajdziura

dodane przez: aniamaluje dn. 11-09-2011 r.

  Kobieta lubi zmienić co jakiś czas swoją fryzurę. Są zagorzali wielbiciele teorii, że czyni to za każdym razem, kiedy w jej życiu zachodzi jakaś poważna zmiana, albo jej podświadoma chęć.
 Musi być w tym ziarno prawdy, ale gdzie miejsce dla takich czynników jak : nuda, widzimisię, kaprys, zobaczenia ładnego opakowania farby w sklepie i zmiany cięcia, bo włosy za długie i zbyt trudne w układaniu?  Ano w moim wpisie właśnie :)
001.jpg
Pierwsza w życiu wizyta u fryzjera nie należała do udanych. Wiek : 4 i pół. Poprzednia długość - mocno za łopatki. Pamiętam do tej pory, że usiłowałam za wszelką cenę nie zrobić uśmiechu do zdjęcia, żeby mama go nie kupiła, bo fotograf był niemiły :D  Oczy i kąciki mi się śmieją, bo nie udało mi się powstrzymać szaleńczego uśmiechu spowodowanego genialnym planem :)! Pamiętam to bardzo dobrze, bo za każdym razem kiedy w podstawówce/gimnazjum/liceum itp. były zdjęcia waliłam "szneki". W imię zasad :)) Jeśli już przy tej fryzurze, to niecały miesiąc temu żaliłam się tutaj http://aniamaluje.blogspot.com/2011/08/nie-umiem-sie-uczesac.html, że

 Nie umiem się uczesać. Nigdy nie umiałam :) Prawdę mówiąc (pisząc) mam traumę z dzieciństwa, kiedy do przedszkola byłam czesana w kitkę na czubku głowy z wielką kokardą - najczęściej czerwoną lub różową. Nie, żebym była odosobniona czy coś. Wszystkie dziewczyny tak nosiły! :D
 Tuż przed zdjęciami które miały być robione w przedszkolu postanowiłam się zbuntować i zażyczyłam sobie włosy ścięte na krótko. Na tyle krótko, żeby nie dało się zrobić kitki :P Mama o dziwo się zgodziła i zaliczyłam swoją pierwszą wizytę u fryzjera. A byłam taka malutka, że więcej czasu fryzjerka kombinowała na czym by mnie tu posadzić. Nie pamiętam jak to się skończyło, wiem tylko, że wyszłam ze ściętymi włosami, grzywką do brwi i pejsami (!). A kitkę i tak dało się zrobić - z połowy włosów, tych na czubku głowy. 
Jak widać - nie skłamałam ani trochę - jest grzywka, są pejsy, jest kokarda :)


Nie miałam wtedy pojęcia, że to historyczne już cięcie ukształtuje moją fryzurę na wiele, wiele lat.
 Należę do tych kobiet, które całe życie ścinają grzywkę i zapuszczają grzywkę i/lub  ścinają włosy i zapuszczają włosy. Ostatnio trzymam się jednak zadziwiająco nieźle i wytrwale włosy zapuszczam. Grzywkę też. Ścięłam co prawda kilka centymetrów, ale chciałam pozbyć się zniszczonych końcówek, nie włosów :)


Mój naturalny kolor (do którego chyba chcę wrócić) i długość, do której chcę wrócic na pewno, wyglądają tak :
Like_a_doll_by_podajmidlon.jpgMina i "stylizacja" + przeróbka graficzna nie gra w tym poście roli, nie chodzę tak po mieście, to było na jakąś pracę do szkoły dla mojej koleżanki, człowiek lalka, albo marionetka, nie pamiętam o co chodziło :) Bite 2 lata temu.Me_and__Books_by_podajmidlon.jpgA to już z avatara - włosy odrastają, grzywka też
so_scared____by_podajmidlon.jpg

I inny wariant, grzywka też odrastająca, ale trochę inna, włosy powoli rosnące :)
A potem przyszła kolej na farbowanie. Najpierw dodałam swoim włosom rudawy połysk, potem był jakiś kasztan aż w końcu przyszły ciemniejsze kolory typu "bakłażan", "burgund" itp. Zawsze korzystałam z henny nieznanej mi nazwy, którą z zagranicy przywoziła koleżanka :)  Z okazji jej przyjazdu, tuż przed próbną maturą urządziłyśmy sobie wieczór z plotkami i farbowaniem, a może w odwrotnej kolejności, naprawdę nie pamiętam. Trochę za dużo polało się wina i nie dość, że prawie zaspałam na maturę, to jeszcze zamiast fioletu wyszedł mi prawie czarny z fioletowym połyskiem pod światło :) Musiałam jakoś dziwnie zaczesać włosy, bo przez całą noc z henną głowie (przeklęte wino! :D) nie mogłam nad ranem domyć z tej henny skroni i ucha, mimo, że w ruch poszedł i peeling i nawet mocno ścierająca pasta bhp do rąk.... na samą myśl aż mnie piecze :))Fiolet objawił się dopiero po kilku myciach :w%25C5%2582osy.JPG
Niestety większego zdjęcia nie mam  (a szkoda!). Do fioletu na pewno jeszcze wrócę, bo czułam się w nim fajnie.
Podobnie rzecz ma się z owocem granatu, znanym też jak burak (bo z powodu anemii piłam w owym czasie sok z buraków, beznamiętnie i bezskutecznie)
73215_140720299311718_100001212468200_24
Kolor lubiłam, ale nosiłam go krótko, bo znowu zachciało mi się ciemnych włosów.W tym przypadku poszła w ruch farba  w tubce "henna venita" owoc granatu. Nie wiem jakim cudem załapało na mocno ciemnych popłuczynach fioletu, ale  uwielbiam blask i błysk jaki nadaje ta farba.  A teraz zastanawiam się co dalej. Po nieszczęsnej przygodzie z burgundem Welli (a fe!) postanowiłam że nie będę już farbować włosów. Rzuciłam te słowa bez przekonania, bo znowu mnie nosi ;)) Czekam tylko, aż to diabelstwo w odcieniu 4/6 raczy opuścić moje włosy chociażby częściowo. 
I niby chciałabym coś zbliżonego do koloru naturalnego, ale i tak wiem, że padnie na coś innego. Zaufam chyba którejś z tych "szamponetek"  bo raz pięknie pokryła mi odrosty ciemnego fioletu i pomogła zatrzymać kolor na dłużej. Pytanie brzmi : jaki kolor? :)






wpis edytowany 2011-09-25 o godz. 00:35:24

Brak

Komentarze



Możliwość komentowania została wyłączona


Wyszukiwarka

UŻYTKOWNICY

Szukaj:

RSS

Dodaj do ulubionych

O blogu

Ania maluje

Prowadzony przez:
aniamaluje

:))

O mnie

aniamaluje

Na szafie od: 08-12-2011

Obserwuj

Rocznik 91', Studentka pedagogiki wczesnoszkolnej i terapii pedagogicznej (2 rok <3) i 1 roku dziennikarstwa.

Obserwują blog

Nikt jeszcze nie obserwuje tego bloga

Podaj powód zgłoszenia:


Zamknij
0