0% prowizji - na zawsze!

UŻYTKOWNICY

Matka Polka Terrorystka

blogi.szafa.pl/ /Marticzku

paź. 06

Keep Calm and Eat...

dodane przez: Marticzku dn. 06-10-2012 r.
Keep Calm and Eat...

 

...Mój poemat do Marchewki. Oraz krewnych i znajomych Marchewki - czyli smukłej Pietruszki, okrągłego Pomidorka, pękatej Dyni i cieniutkiego Szczypiorku.

Jestem Gruba! – Ale zacznijmy od początku. Jak już wiecie byłam w ciąży no i brzuszek sobie powoli rósł wraz z rozwojem Tośki. Przybierał prawidłowo, według wyznaczonych norm i mieściłam się w granicy określonych kilogramów. Zresztą każdy kilogram, w błogosławionym stanie jest głownie szczęściem i radościom, ze to Mała Istotka przybiera, a nie ja (tak, tak wmawiałam to sobie ile mogłam!).Potem przyszło rozwiązanie, szybko poszło i prawdopodobnie już wtedy zeszło ze mnie jakieś 6kg, ale w ogólnym rozrachunku już po tygodniu straciłam 10kg, nadmiar wody i te sprawy (wow! W końcu odkryłam ze moje nogi znów są szczupłe i je polubię od nowa, a przy okazji mogłam przywitać się z moimi palcami u stóp – „Hello kochane Stópki! Tak za Wami tęskniłam!”)
Jako Matka Karmiąca nie robiłam sobie wyrzutów sumienia i konsumowałam, co mi podsunięto na talerzu, a muszę przyznać, że przez pierwszy tydzień miałam włączony tryb „odkurzacz”. Budziłam się o 3 w nocy nie na dźwięk płaczu dziecka, tylko na warczenie mojego głodnego żołądka.
Nadal karmię Tośkę piersią, ale MOJE zapotrzebowanie na pożywienie już dawno zmalało, ale łakomstwo nie chce przyjąć tego faktu do swojej świadomości. No więc jem, chwałą Bogu, że waga nie rośnie tylko stoi. Jem bo wszyscy jedzą, obiadki, kawki, z nudów. I wszystko popijamy kolorowymi napojami. Okropny nawyk mojej Nowej Rodzinki, ja jestem fanką wody, ale wiadomo, ze jak ktoś mi naleje Coli to chętnie po nią sięgnę, bo to dziadostwo jest zdradziecko smaczne. Brzydko to zabrzmi, ale to od nich przejęłam parę złych nawyków żywieniowych i jest mi wstyd gdyż…

 

Zaniedbałam je! Gdy spotykamy się w sklepie, ukradkiem patrzę z utęsknieniem na te barwy, próbuje nacieszyć swoje nozdrza tą mieszanką aromatów, jednak gdy spotykamy się w domu to boję się ich. A raczej tego jaki marny los je czeka i żal mi serce ściska, ze one tak się do mnie uśmiechają, leżą sobie biedactwa takie same, w tak małej ilości i proszą, żeby po nie sięgnąć. A ja co? Wstyd i jeszcze raz wstyd!
Wychowałam się w domu gdzie dzień bez pomidora był dniem straconym, obowiązkowo do obiadu świeżo robiona suróweczka, warzywa gotowane, ewentualnie z braku czasu szybka sałata, a teraz? Plaster pomidora na kanapkę, czasem sałatka, ale jeśli Biedaka nie zjem całego do żywot jego marny, najpierw leżakowanie na talerzyku w lodówce, później śmierć w śmietniku. Bo do obiadku suróweczka kupna – tak na smaka, w małych ilościach. Na kanapeczkę listek sałaty, a reszta główki meczy się w swej niedoli sama, na półce w lodówce i nikt nie chce jej pomóc. Mi nie pozwala na to brak czasu i podjadanie w pośpiechu miedzy zajmowaniem się dzieckiem, a pracami domowymi, które staram się wykonać, aby nie wyjść na ostatniego lenia – czyli prasowanie, pranie, chociaż tyle z mojego wkładu jako siły robocze. I tym sposobem przestałam jeść często warzywa, a tu już jesień do nas zagląda, przeminęły malinowe pomidory, dorodne cukinie, aromatyczne papryki za grosze i ogórek gruntowy za psie pieniądze, a tak doskonale komponujący się z kremowym serkiem i szczypiorkiem…



Stąd tez moje postanowienie. Obiecuję szczerą poprawę! Tym bardziej, że teraz spędzę dwa tygodnie u swej rodzicielki wraz z moim małym Bączkiem i mam zamiar cytując reklamę activii „trochę zdrowiej jeść, trochę bardziej się ruszać” i w końcu przekroczyć magiczną barierę mojej wagi.  A mój brzuch przestanie sabotować mój umysł i marzenia o figurze atrakcyjnej kobitki mieszczącej się w pasie w rozmiar 38 (czyli ambitnie chce zjechać rozmiar w dół, bo w cyckach i tak głownie uznaję rozmiar 40/42 ;p )

 A więc:
- dużo mniej słodkiego, a jeśli już to w zdrowszej formie
- więcej warzyw i owoców, czyli naturalne źródło błonnika
- i ogólnie dieta cud = MŻ (najnormalniej w świecie Mniej Żreć!)
- obiecuję dać znać po tych dwóch tygodniach na maminym garnuszku, jakie są efekty moich postanowień ;)

Jakieś propozycje ćwiczeń na brzuch, a przy okazji zabawy z 3 i pół miesięcznym Szkrabem? ;) 

 

wpis edytowany 2012-10-06 o godz. 00:26:42

dieta, waga, kilogramy, kalorie, kobieta, activia, kuchnia,

Komentarze



Możliwość komentowania została wyłączona


ellfik_86
Zobacz blog

ellfik_86 napisała:

dodane: 06-10-2012 08:28

uschnę z tęsknoty przez te 2 tygodnie ;) u mnie maminy garnuszek zawsze oznacza wagę w górę... :) "zjedz coś kochanie, tak marnie wyglądasz" ' "może dokładkę?" "upiekę Ci to pyszne ciasto" "napijemy się kawki i zjemy ciasta?" " a może kanapeczkę?" nie ma to jak mamunia :) prawda jest taka, że jak mąż w delegacji to ja marnie się odzywiam, nie chce mi się gotować dla siebie, zrobię tyle co dla małego i już... 3,5 msc dzieciaczek? z tego co pamiętam to mój w tym wieku bardzo lubił leżeć na macie edukacyjnej :) ewentualnie leżał w leżaczku, a ja robiłam z siebie debila w walce o jego uśmiech :)
 

koja55
Zobacz blog

koja55 napisała:

dodane: 06-10-2012 07:34

Świetnie! Trzymam kciuki, też się odchudzam :)
 

Wyszukiwarka

UŻYTKOWNICY

Szukaj:

RSS

Dodaj do ulubionych

O blogu

Młoda matka o życiu, miłości, o dziecku, zmaganiu z przeciwnościami losu i o tym co chętnie by zmieniła lub poprawiła (chociażby wybór kilku kategorii na raz, a nie tylko jednej;) ).

O mnie

Marticzku

Na szafie od: 25-09-2012

Obserwuj

Młoda mama, który musi się odkryć w nowej roli i przy okazji połączyć je z poprzednim życiem (pracom, studiami, znajomymi) i próbuje znaleźć na to swój własny sposób ;)

Obserwują blog
koja55
LOLLL
CytrynowA
Avinionn
ala1561
tikotka
ellfik_86
NanPi
Anastazja30
pokaż więcej

Podaj powód zgłoszenia:


Zamknij
0