0% prowizji - na zawsze!

UŻYTKOWNICY

study, work & travel

blogi.szafa.pl/ /Ke_Aiwa

sie. 18

Pierwszy tydzień w Chinach - 2008 rok

dodane przez: Ke_Aiwa dn. 18-08-2013 r.
Pierwszy tydzień w Chinach - 2008 rok

Ni hao! („cześć” po chińsku) W kategorii podróże będą publikowała różne wspomnienia z podróży oraz zamieszczała wskazówki i rady dotyczące podróżowania. Chętnie również odpowiem na pytania. Pierwszy będzie wpis z dziennika, który prowadziłam będąc w Chinach po raz pierwszy, w 2008 roku. Wyjechałam do Szanghaju na staż, jednak zanim zaczęłam pracę uczesniczyłam w 1,5 miesięcznym kursie dotyczącym kultury, ekonomii i języka Chin zorganizowanym przez moją uczelnie dla tych którzy znaleźli staż w Chinach. Może ktoś interesuje się Chinami bądź podróżowaniem w ogóle i zaciekawi go jak to jest w Chinach. Miłej lektury.... :)

 

"Dziś mija dokładnie tydzień mojego pobytu w Chinach, więc pora na podsumowanie i krótki opis tego co się wydarzyło dotychczas. Sama nie wiem od czego tu zacząć – jest tyle rzeczy o których mogłabym i chciałabym pisać, jednak nie mam za bardzo na to czasu i siły. Ten program jest bardzo intensywny, a to co robimy, kiedy już mamy wolne jest bardzo wyczerpujące i czasochłonne ;) I jeszcze ta różnica czasu – mimo, że śpię po 8 godzin dziennie (co nigdy nie miało miejsca w Danii) jestem niesamowicie zmęczona. W niedziele mieliśmy obiad powitalny zorganizowany przez uniwerek. Wraz ze wszystkimi innymi studentami uczestniczącymi w programie zostaliśmy zaproszeni do eleganckiej restauracji. Trzeba przyznać, że Chińczycy mieli gest – zamówiono 14 różnych dań, które wszyscy wspólnie zjedliśmy. Dzielenie się potrawami należy do chińskiej tradycji. Pierwszą potrawę położono na stół na wprost mnie. Zaciekawiona patrzę czym tym razem mnie Chińczycy zaskoczą. Patrzę i widzę gotowanego kurczaka podanego z głową. Myślałam, że padnę z obrzydzenia i byłam pewna , że inni również nie są zachwyceni tym co nam zaserwowano. Jednak Duńczycy, ku mojemu zdziwieniu, ochoczo zabrali się za pałaszowanie tej „pyszności”. Przez cały wieczór próbowałyśmy z Monią [koleżanka, która również wyjechała na praktykę do Chin, jednak do innego miasta] używać cholernych pałeczek i dopiero pod koniec wieczoru jakoś nam to szło. Doszło nawet do tego, że byłyśmy w stanie jeść fistaszki pałeczkami. Trening czyni mistrza  :D Po obiedzie, mimo że pękałyśmy z przejedzenia wstąpiłyśmy z Monią do Sturbacsa na kawę i ciacho. Cóż, na zmianę smaku zawsze znajdzie się miejsce w żołądku :) 

W poniedziałek mieliśmy pierwsze wykłady dotyczące chińskiej ekonomii. Nie będę się o tym rozpisywać, gdyż są znacznie ciekawsze tematy, które zamierzam rozwinąć. Warty odnotowania jest tylko sposób w jaki Pan Chińczyk - Organizator poinformował profesora z ekonomii że nie jem mięsa. Oto jak ten dialog wyglądał: Pan Chińczyk - Ona jest wegetarianką, hahahaha; Pan Wykładowca - Doprawdy?, hahahaha. Cóż, dla Chińczyków wegetarianizm musi rzeczywiście być baaaardzo zabawny :] Dziwne to chińskie poczucie humoru… Po wykładach odbyła się pierwsza lekcja chińskiego. Nauczycielka nadała każdemu ze studentów nowe, chińskie imię. Nie rozumiem po co to komu – i tak każdy Chińczyk ma swoje angielskie, wymyślone przez siebie imię. Teraz z kolei to oni nam nadają chińskie imiona... gdzie tu sens, gdzie logika?! No ale niech będzie – od dzisiaj nie jestem Ewa tylko Ke Aiwa.

Uwielbiam biegłość z jaką Chińczycy posługują się językiem angielskim. Żeby przybliżyć wam co mam na myśli opiszę kilka zabawnych sytuacji z tym związanych. W przerwie podczas wykładu szukałyśmy z Monią toalety - podchodzimy do recepcji i pytamy: My -Przepraszam, gdzie jest toaleta? Pani Chinka -A jak ona ma na imię? Ups, nevermind... Zrezygnowałyśmy. Kolejna zabawna sytuacja miała miejsce w restauracji. Proszę kelnera o sól a on zadowolony, z uśmiechem na twarzy poprawia mi sztućce leżące przy talerzu. Chyba nie do końca zrozumiał o co mi chodziło :D

Wtorkowy wieczór spędziłam z Andym (Chińczykiem, którego poznałam w Danii). Najpierw wybraliśmy się do restauracji (kocham chińskie restauracje, a zwłaszcza chińskie ceny!), a później do klubu. Klub „Bowling” powalił mnie na kolana – i to nie najwspanialszą klubową obsługą na świecie, ale toaletami. Wchodzę, patrzę i zamiast normalnej toalety widzę dziurę w podłodze. O kurwa! – pierwsza myśl która przeszła mi przez głowę (przepraszam za słownictwo ale tak właśnie sobie wtedy pomyślałam). Dalszej mojej historii z tą wspaniałą toaletą nie będę opisywać, powiem tylko, że w końcu za 4 podejściem zmusiłam samą siebie żeby skorzystać z tego cudu. W końcu jestem w Chinach, muszę przywyknąć do chińskiego stylu życia :)"

wpis edytowany 2013-08-19 o godz. 11:32:54

podróże, Chiny, Szanghaj, Azja,

Komentarze



Możliwość komentowania została wyłączona


Ke_Aiwa
Zobacz blog

Ke_Aiwa napisała:

dodane: 19-08-2013 11:33

Zrobione :)
 

BESTSELLERYHILLS

BESTSELLERYHILLS napisała:

dodane: 19-08-2013 11:17

Chciałabym przeczytać, zaciekawił mnie wstęp, ale mam problem z pochyłym tekstem, jakbyś mogła zmienić to byłabym wdzięczna.

pozdrawiam
 

Ke_Aiwa
Zobacz blog

Ke_Aiwa napisała:

dodane: 18-08-2013 20:22

Dziękuję :) Są zmechanizowane, tzn. tak jak i w naszych toaletach, tak i w chińskich są spłuczki :) Z tą tylko różnicą, że u nas można usiąść. Chińskie toalety mają ten plus, że wzmacniają mięśnie nóg ;)
 

umarloczek

umarloczek napisała:

dodane: 18-08-2013 20:13

Bardzo ciekawe, szczególnie ta toaleta. Myślałam że tam toalety są zmechanizowane :D
 

Wyszukiwarka

UŻYTKOWNICY

Szukaj:

RSS

Dodaj do ulubionych

O blogu

study, work & travel

Prowadzony przez:
Ke_Aiwa

Będzie to blog o studiach i pracy za granicą oraz o podróżowaniu. Chciałabym podzielić się z Wami moim doświadczeniem, podpowiedzieć gdzie wyjechać na studia, aby studiować za darmo, oraz gdzie i jak podróżować, aby zwiedzić ciekawe miejsca, wydając jak najmniej :) Chętnie odpowiem na Wasze pytania czy wątpliwości :)

O mnie

Ke_Aiwa

Na szafie od: 24-07-2013

Obserwuj

Mieszkam za granicą już od 8 lat, w tym czasie studiowałam w 5, a pracowałam w 4 państwach, mieszkałam łącznie w 7 krajach na 3 kontynentach. Myślę, że jak na moje 26 lat to całkiem niezły wynik. Moim największym marzeniem jest mieć wypełnioną każdą stronę mojego paszportu do dnia 30 urodzin. Wprowadzenie strefy Shengen trochę utrudniło moje plany, ale jestem w połowie, więc mam nadzieje, że dam radę :) Zapraszam!

Obserwują blog
Violy
wiolka561
AdaXD
umarloczek
Manasa

Podaj powód zgłoszenia:


Zamknij
0